﻿<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Kujawski Blog&#187; Stefan Pastuszewski</title>
	<atom:link href="http://blogi.portalkujawski.pl/author/pastuszewski/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://blogi.portalkujawski.pl</link>
	<description>Miejsce dyskusji o regionie</description>
	<lastBuildDate>Sun, 09 Aug 2020 15:06:19 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.4.1</generator>
<xhtml:meta xmlns:xhtml="http://www.w3.org/1999/xhtml" name="robots" content="noindex" />
		<item>
		<title>Lansowanie szyderstwa i bezsensu</title>
		<link>http://blogi.portalkujawski.pl/pastuszewski/2013/lansowanie-szyderstwa-i-bezsensu/</link>
		<comments>http://blogi.portalkujawski.pl/pastuszewski/2013/lansowanie-szyderstwa-i-bezsensu/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 31 Dec 2013 16:19:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Stefan Pastuszewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blogi.portalkujawski.pl/?p=1197</guid>
		<description><![CDATA[&#160; Stanisław Wyspiański nie dał się zagłuszyć… Taką konkluzję można wyprowadzić po obejrzeniu Wesela w reżyserii Marcina Libery i scenografii Mirosława Kaczmarka (premiera 30 grudnia 2013 roku w Teatrze Polskim w Bydgoszczy). Choć twórcy 3-godzinnego (z przerwą w ciasnym i zaniedbanym foyer bądź – na papieroska- na zewnętrznych schodach) robili wiele, aby zniekształcić tę, jedną &#8230; </p><p><a class="more-link block-button" href="http://blogi.portalkujawski.pl/pastuszewski/2013/lansowanie-szyderstwa-i-bezsensu/">Kontynuuj czytanie &#187;</a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;</p>
<p>Stanisław Wyspiański nie dał się zagłuszyć…</p>
<p>Taką konkluzję można wyprowadzić po obejrzeniu <em>Wesela</em> w reżyserii <strong>Marcina Libery</strong> i scenografii <strong>Mirosława Kaczmarka</strong> (premiera 30 grudnia 2013 roku w Teatrze Polskim w Bydgoszczy).</p>
<p>Choć twórcy 3-godzinnego (z przerwą w ciasnym i zaniedbanym foyer bądź – <em>na papieroska</em>- na zewnętrznych schodach) robili wiele, aby zniekształcić tę, jedną z najświetniejszych w literaturze, polską komedię obyczajową, a zarazem mistyczny dramat, to jednak autor <em>Wyzwolenia</em> nie dał się zniewolić. Przede wszystkim dzięki językowi-patetycznemu, programowo sztucznemu, rytualnemu, przeciwstawiającemu się mowie codziennej, także reżyserskim wtrętom z dzisiejszej ulicy i Internetu. Bo M. Libera w pewnych momentach poszedł po najłatwiejszej linii oporu (wielki dramat stawia aktorom wielki opór) i nasycił sztukę cytatami z hic et nunc pozateatralnego, z tak zwanego <em>życia</em>.<span id="more-1197"></span></p>
<p>Wprawdzie owa „aktualizacja” wyszła przedstawieniu na dobre, bo jego głównym problemem jest kondycja narodu polskiego, a przecież jeszcze narodem polskim jesteśmy, mimo wszystko takie hasła jak <em>Jude raus!,</em> dygresje o palącej się tęczy, czy takie obrazki jak pokazywanie piersi na wzór ukraińskich sufrażystek, trochę jednak raziły. Ciągle modne, uwspółcześnianie klasyków nie jest zazwyczaj potrzebne, bo klasycy dzięki swej genialności, dzięki temu, że piórem swym trafiają do trzewi natury ludzkiej,  a ta przecież jest niezmienna, są niezmiennie współcześni.</p>
<p>S. Wyspiański wygrał też dzięki zbudowaniu teatru fantastyczno-symbolicznego, teatru nastroju o niezwykłej mocy, co zostało zrealizowane, zarówno poprzez wartkie, choć puste <em>(„słowa, słowa, słowa, słowa”)</em> dialogi par postaci, jak i 38 scen, często pozornie nie mających ze sobą wiele wspólnego. Dramatopisarz ubrał niektóre postaci w widmowe kostiumy (<em>Widmo, Upiór, Wernyhora</em>,  a poniekąd i <em>Stańczyk</em>), lecz reżyser – na przekór – „urealnił” bohaterów dramatu, wręcz ich spospolityzował. Jedynie sfeminizowany <em>Chochlik</em> (świetna, zdystansowana rola <strong>Magdaleny Łaskiej</strong>) trzymał nastrój oraz …zbiorowa scena finałowa z brawurowo bełkoczącym autokrytyką, autoironicznym i filozoficznym zarazem <em>Jaśkiem</em> (bardzo żywy <strong>Artur Krajewski</strong>), szarpiącym się z mikrofonem jak bez mała Elvis Presley.</p>
<p>Chyba jednak celowo, aby podkreślić poczucie bezsensu wszystkiego (idee nihilistyczne i egzystencjalistyczne nie były obce autorowi <em>Warszawianki</em>), do absurdu zniekształcono rolę <em>Wernyhory</em> (świetny jak zawsze, bo sobiewłasny, <strong>Michał Jarmicki</strong>). Na bydgoskiej scenie zamiast dostojnego starca pojawił się dobroduszny pijaczek, hochsztapler poniekąd, toczący jakby z góry umówiony dialog z <em>Gospodarzem</em>, Włodzimierzem (<strong>Jakub Ulewicz</strong>). Jego fizis i postura w żaden sposób nie uwiarygadniały przepowiedni, zaklęć i wezwań, tak przecież doniosłych, bo dotyczących narodowego czynu. Zniekształcenie <em>Wernyhory</em> to chyba najpoważniejsza kontra zadana przez M. Liberę, nie bezbronnemu wcale dzięki swemu geniuszowi zawartemu w dziele, choć nieobecnemu na widowni, S. Wyspiańskiemu.</p>
<p>A może właśnie to zmaganie się reżysera z autorem nadaje bydgoskiej inscenizacji dodatkowej dramaturgii, owego podskórnego napięcia, bez którego nie ma wielkiej sztuki? Wydaje się bowiem, że M. Liber, co innego zamierzał, a co innego mu wyszło. Próbował zaszaleć z dramatopisarzem, pomędrkować się, przenicować jego utwór, ale – w swej inteligencji i dojrzałości twórczej &#8211; musiał ostatecznie uznać jego wyższość. A to pisze się na plus. Choć ślady owego mędrkowania pozostały. Jak blizny po bitewnych ranach.</p>
<p>Drugą kontrę próbował malarzowi-dramatopisarzowi zadać scenograf, budując na scenie pudełkowatą knajpę z ubikacją po lewej, a palarnią po prawej. A przecież autor <em>Nocy listopadowej, </em>jako malarz znakomity, wielką wagę przykładał do didaskaliów, kostiumów, scenografii. Migające dyskotekowe światła i szeleszczące folie, w których – nie wiadomo zresztą dlaczego-nurzają się aktorzy, to nie rozwiązanie na miarę autora witraży w kościele mariackim w Krakowie (razem z Józefem Mehofferem). I choć bohaterowie jego sztuk nie są pozbawieni słabości i śmieszności (<em>Wesele</em>, przypomnijmy, to w założeniu komedia obyczajowa), to jednak nie są tak kabotyńsko trywialni jak kobieta, najpierw pytająca o ubikację damską, a potem w ramach realizacji filozofii gender, rozwalająca siekierą pisuar. Są ludźmi z krwi i kości, normalnie erotycznymi, ale nie uprawiają zwierzęco, czyli na widoku, seksu, i to jeszcze w dwóch pozycjach. Na pewno jednak nie są dewiantami, bo wielka sztuka dewiacje pozostawia kilinkom, i nigdy nie zdecydowaliby się na homoseksualny taniec (ukłon reżysera i dyrektora wobec części ich specyficznej widowni?). (Jeśli idzie o erotykę, to w bydgoskim <em>Weselu</em> wyjątkowo ciepło i subtelnie przedstawiona została scena rozbierania się <em>Panny</em> i <em>Pana Młodych</em>; <strong>Julia Wyszyńska </strong>i<strong> Maciej Pesta</strong>).<strong> </strong>Dramatopisarstwo S. Wyspiańskiego, mimo fantastyczno-symbolicznego nastroju, jest jednak zbudowane na postaciach bliskich zdrowej naturze człowieka, a nie na jej chorobliwych odpryskach.</p>
<p>Wbrew przewidywaniom nie kwestionuję wcale permanentnego pijaństwa na scenie, notabene bardzo sugestywnie odgrywanego przez cały, z wyjątkiem <em>Chochoła,</em> który jest spoza realności, zespół z Księdzem (<strong>Marcin Jaskulski</strong>) włącznie. Skoro postanowiono wystawić uaktualniona komedię obyczajową, czyli satyrę na Polaków, to bez <em>rzeki alkoholu</em> trudno się obejść. Wódka tak wpiła się w nasze życie, że kieliszki zastępują nam oręż, czyli kosy i szable, które po klęsce widzenia, <em>Jaśko</em> odbiera, zjednoczonym w marzeniu o wielkim czynie, chłopom i panom. Tylko, na Boga, czy <em>Gospodarz </em>musi publicznie wymiotować, a niektórzy panowie równie publicznie odlewać się?</p>
<p>Choć Stanisław Wyspiański i tak wygrał ów kolejny, obsceniczny atak, to jednak poczucie smaku, chociażby tego dzisiejszego, spospolityzowanego, przegrało. Nie dziwię się, więc, że wiele bydgoskich środowisk właśnie z uwagi na owe, zazwyczaj nieuzasadnione artystycznie obscena i obrzydliwości w teatrze Pawła Łysaka, omija <strong>Teatr Polski</strong> (?) wielkim kołem. Nie wiedzą i nie chcą wiedzieć, że teatr ów osiąga czasem wysokie poziomy artystyczne, że potrafi głęboko filozofować i zaangażowanie uprawiać bieżącą publicystykę, że potrafi wydobyć, tak jak w przypadku omawianego <em>Wesela</em>, ukryte sensy wielkich dramatów (w tym przypadku egzystencjalistyczne przekonanie o nieprzezwyciężonym ciężarze i bezsensie ludzkiego życia, a także rozważanie o zastępowaniu przez Polaków narodowego czynu narodową malowanką). Bydgoszczanie, którzy omijają Teatr Polski nie wiedza, że <em>Wesele</em> odegrane zostało z werwą, że aktorzy z wyjątkiem <em>Poety</em> (<strong>Mateusz Łasowski</strong>) wreszcie mówili wyraźnie, że wiele scenek poruszało świetnie odegranym, bardzo zresztą współczesnym realizmem.<strong></strong></p>
<p>Czy Bydgoszczy wystarczy teatr autorski, który nie szuka widzów i zadowala się specyficzną, mało zresztą liczną widownią, traktującą bycie na spektaklu jako pretekst do świetnej zabawy? (Bawią się też aktorzy, zmuszani przez reżysera i dyrektora do cyrkowych bez mała błazenad. Bo cóż im innego pozostaje, jak dobra mina do złej gry, wszak <em>pecunia non olet</em>). Czy dziatwa bydgoska nie ma prawa do obejrzenia spektakli lekturowych, zbliżających się do intencji autorów dramatów, a nie zniekształcających te intencje i będących li tylko pretekstem do ekspozycji obsesji, często dewiacyjnych, nie szanujących dorobku kultury i wychowawczego sensy sztuki, reżyserów?</p>
<p>Pytania te, w ostatnim dniu trzeciej roku kadencji, kieruję do prezydenta miasta Rafała Bruskiego, który w swoich obietnicach z początku swej kadencji zaakceptował postulat powołania w Bydgoszczy drugiej instytucji teatralnej. Nic jednak &#8211; oprócz enigmatycznego zapisu w <em>Strategii rozwoju miasta</em> – dla realizacji tego postulatu nie uczynił. Beztrosko natomiast godził się na wydawanie publicznego grosza na działalność, choć często na wysokim poziomie artystycznym, to jednak bez wystarczającego rezonansu społecznego, a często rodzącą falę oburzenia i obrzydzenia. Zespół Teatru Polskiego, bezwarunkowo, czyli bez analizy choćby wpływów z biletów i liczby wystawień, finansowany z budżetu miejskiego na poziomie 5,6 mln zł rocznie, ma cieplarniane warunki do uprawiania sztuki. Nie ma konkurencji. Życie teatralne grodu nad Brdą i Wisłą jest w rezultacie bardzo ubogie. Wprawdzie Bydgoski Teatr Lalek<em> Buratino</em> znalazł przytulisko w Miejskim Centrum Kultury, ale równie profesjonalny Teatr Pantomimy <em>Dar</em> nie ma wystarczającego wsparcia. Szkoły ratują swoje programy nauczania, zapraszając małoobsadowe zespoły wędrowne, choć tej grupie widzów należałby się przynajmniej profesjonalny teatr impresaryjny.</p>
<p>Tuszę, że Pan Prezydent, rachmistrz zawołany, dokona wreszcie <em>rachunku zysków</em> <em>i strat</em> w bydgoskim życiu teatralnym i wzbogaci je o jeszcze jedną, mniej eksperymentalną, bardziej szanującą dodatek kulturowy i widza, instytucję.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blogi.portalkujawski.pl/pastuszewski/2013/lansowanie-szyderstwa-i-bezsensu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Marszałkowski skandal w hotelu „Pod Orłem”</title>
		<link>http://blogi.portalkujawski.pl/pastuszewski/2013/marszalkowski-skandal-w-hotelu-pod-orlem/</link>
		<comments>http://blogi.portalkujawski.pl/pastuszewski/2013/marszalkowski-skandal-w-hotelu-pod-orlem/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 04 Feb 2013 22:22:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Stefan Pastuszewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blogi.portalkujawski.pl/?p=524</guid>
		<description><![CDATA[Urząd Marszałkowski zlecił warszawskiej firmie Ecorys (Warszawa, ul. Łucka 2-6) badanie pt. Analiza spójności i konkurencyjności kształtującego się Bydgosko-Toruńskiego Obszaru Metropolitarnego (BTOM). W związku z tym zaprosił przedstawicieli władz samorządowych, środowiska naukowego i organizacji pozarządowych na warsztat strategiczny w bydgoskim Hotelu Pod Orłem na godz. 11.00 dnia 4 lutego 2013 roku. Zebrało się dziewięć (sic!) &#8230; </p><p><a class="more-link block-button" href="http://blogi.portalkujawski.pl/pastuszewski/2013/marszalkowski-skandal-w-hotelu-pod-orlem/">Kontynuuj czytanie &#187;</a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Urząd Marszałkowski zlecił warszawskiej firmie <em>Ecorys </em>(Warszawa, ul. Łucka 2-6) badanie pt. <em>Analiza spójności i konkurencyjności kształtującego się Bydgosko-Toruńskiego Obszaru Metropolitarnego (BTOM).</em> W związku z tym zaprosił przedstawicieli władz samorządowych, środowiska naukowego i organizacji pozarządowych na <em>warsztat strategiczny</em> w bydgoskim Hotelu <em>Pod Orłem</em> na godz. 11.00 dnia 4 lutego 2013 roku.<span id="more-524"></span></p>
<p>Zebrało się dziewięć (sic!) osób i…zaczęło pić kawę względnie herbatę, serwowane przez sympatyczną obsługę hotelową. Bezradni przedstawiciele Marszałka nie wiedzieli co robić i co mówić. Sytuację usiłował ratować hotelowy portier w przepięknym bordowym uniformie, radząc punktualnie przybyłym gościom posiedzieć sobie w miękkich fotelach. O godzinie 11.30 było trzynaście osób i… też siedziało cicho, choć już nie w fotelach, tylko – jak grzeczni uczniowie czekający na spóźnionego nauczyciela – w sali wykładowej.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>O godz. 11.55 pojawili się warszawiacy. Przeprosiny były zdawkowe. Przygotowanie do wyświetlenia obrazków trwało 15 minut, a więc <em>warsztat strategiczny</em> rozpoczął się o 12.10.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Wyniki badań ankietowych prowadzonych przez cztery tygodnie przez… telefon i Internet nie zaskoczyły. Badano oczywiście nieproporcjonalnie w stosunku do liczby ludności obydwu ośrodków miejskich i powiatowych, gdyż po 400 respondentów (przedsiębiorców i obywateli) w każdym ośrodku. Badacze wyszli bowiem z fałszywego założenia, że Bydgoszcz i Toruń należy w zakresie świadomości społecznej traktować jako całość. Niemniej uśrednione odpowiedzi wskazywały na Bydgoszcz jako na stolicę metropolitarną. Najsilniejszym argumentem za powstaniem BTOM-u było…przyciąganie inwestorów zagranicznych. Zabrani naukowcy wskazywali na … niereprezentatywność badań.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Wydaje się, że cała ta<em> impreza</em> jest poronionym, nie tylko ze względów merytorycznych, pomysłem i bezpośredni organizator hotelowego skandalu, czyli Departament Planowania Przestrzennego Regionalnego Urzędu Marszałkowskiego, tel.56-5651097, winien obciążyć beztroskich warszawiaków ciężkimi karami umownymi oraz bardziej szanować społeczne pieniądze, nie mówić już o czasie i cierpliwości naukowców oraz działaczy społecznych.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Zaproszenia na hotelowy skandal podpisał członek  Zarządu Województwa Michał Korolko.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blogi.portalkujawski.pl/pastuszewski/2013/marszalkowski-skandal-w-hotelu-pod-orlem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Szyderczy collage</title>
		<link>http://blogi.portalkujawski.pl/pastuszewski/2012/szyderczy-collage/</link>
		<comments>http://blogi.portalkujawski.pl/pastuszewski/2012/szyderczy-collage/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 24 Sep 2012 15:34:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Stefan Pastuszewski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://blogi.portalbydgoski.pl/?p=197</guid>
		<description><![CDATA[Spektaklowi temu można przede wszystkim zarzucić brak szacunku dla osób żyjących, czy to realnie, czy w naszej pamięci. Prawo O aktach stanu cywilnego z 1986 roku zakazuje wykorzystywania dokumentów personalnych przez 100 lat od czasu ich wytworzenia. Z szacunku dla wartości osobowych konkretnych ludzi. Jest jakby drogowskazem pod tym względem. A tu autorka scenariusza Małgorzata &#8230; </p><p><a class="more-link block-button" href="http://blogi.portalkujawski.pl/pastuszewski/2012/szyderczy-collage/">Kontynuuj czytanie &#187;</a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Spektaklowi temu można przede wszystkim zarzucić brak szacunku dla osób żyjących, czy to realnie, czy w naszej pamięci. Prawo O aktach stanu cywilnego z 1986 roku zakazuje wykorzystywania dokumentów personalnych przez 100 lat od czasu ich wytworzenia. Z szacunku dla wartości osobowych konkretnych ludzi. <span id="more-197"></span>Jest jakby drogowskazem pod tym względem. A tu autorka scenariusza Małgorzata Sikorska-Miszczuk na spółkę z reżyserem, a w zasadzie głównym kreatorem spektaklu, Pawłem Łysakiem grzebią w koszu z bielizną osobistą jak nie przymierzając baby w ciuchach na wyprzedaży w podłym markecie. Wybierają, przymierzają, szukają efektu.</p>
<p>A efektem tym ma być – jak zwykle zresztą, w Teatrze Polskim w Bydgoszczy- zaszokowanie widza, zamigotanie i zrobienie mu wody z mózgu. Im więcej chaosu, tym lepiej.</p>
<p>– Bo życie jest właśnie takie. Bo rzeczywistość jest taka migotliwa, synkretyczna, ściekowa-mówią.</p>
<p>W spektaklu „Popiełuszko” gmatwa się kilka porządków. Historyczny, moralny, filozoficzny. Wątek główny – działalność i śmierć ks. J. Popiełuszki splata się z jakimiś absurdami badawczymi kur zielononóżek i troską o popsuty serwis do kawy.</p>
<p>Niby po to, aby pokazać, że dramat człowieka, ale też dramat historii przechodzi mimo nas. Bo rzecz dzieje się dziś (liczne odniesienia do aktualiów, nawet do mistrzostw piłkarskich), a równocześnie, jakby z głębokiego cienia wynurza się historia księdza &#8211; który, nie będąc żadnym mistykiem &#8211; co usiłuje się w tej sztuce bezpodstawnie wmówić, konsekwentnie głosił, i Ewangelię, i patriotyzm. Historia ta biegnie równolegle do historii przeciętnego, acz zbuntowanego zjadacza chleba, który ma dość totalitarnej obecności czarnych, czyli kleru rzymskokatolickiego. Nazywa się Antypolakiem. Ksiądz Jerzy usiłuje go pod tym względem zneutralizować, włażąc z nim do bagażnika samochodu Fiat 125p na długie nocne Polaków rozmowy.</p>
<p>W ogóle ów rekwizyt-bagażnik Fiata 125 p., zwany niegdyś szyderczo przez SB-ków popiełusznikiem, jest wyraźnie nadużywany i choć był miejscem kaźni, to w tym spektaklu znów nabrał owego szyderczego SB-ckiego znaczenia. Aktorzy bawią się nim.</p>
<p>Bo szyderstwo jest spoiwem całego spektaklu. Z wszystkiego, i z wszystkich. Pieśni kościelne, podczas śpiewania których wiernym rosną serca, są kpiąco, na wzór murzyński zniekształcane, co rusz słychać drobne kpinki aktualnych z form rzymskokatolickiej pobożności, typu „duchowa aborcja”, czy „jego modlitwy unoszą się nad samochodem”. W ogóle  religia, a była ona dla głównego bohatera spektaklu, czyli ks. J. Popiełuszki, sensem życia i działalności, została tu potraktowana jako jeden z migotliwych elementów szyderczego collage, przez co spektakl spłaszczył się zupełnie. Nawet dramat człowieka, jego śmierć z rąk zabójców ma coś z farsy, bowiem w pewnym momencie ksiądz Jerzy wskakuje do czarnego trupiego worka z okrzykiem: – „Śmierć jest wyzwoleniem!”</p>
<p>Rzeczywiście, jest wyzwoleniem w sensie filozoficznym, egzystenconalistycznym, ale nie dla konkretnego człowieka, nawet błogosławionego męczennika, który prosił oprawców, aby go nie zabijali. Tak więc ów krzyk, nie dość, że pozostaje w niezgodzie z prawdą historyczną, a na dodatek zyskuje szydercze zabarwienie.</p>
<p>W omawianym spektaklu urażono godność nie tylko księdza Jerzego, ale też i jego matki, która jeszcze żyje, a wiec powinna pozostawać pod szczególną ochroną. Ze sceny padają takie kwestie, jak prymityw z obory z nawiedzoną matką, czy- rzekoma jej rada dana synowi: – ręka olejkowana od błogosławienia jest do całowania.</p>
<p>Zdaję sobie sprawę, że przynajmniej ta pierwsza kwestia miała ukazać cynizm funkcjonariuszy SB, ale – na Boga, jest gdzieś granica cytowania. Zresztą sam ksiądz Jerzy, rzekomo przedstawiony tu z pełnym szacunkiem i zaangażowaniem, też nie uniknął skarykaturyzowania, gdy kazano mu głosić kazanie o wolności w formie gimnastyki (bez skakania i śpiewania, tudzież filmowych obrazków żaden spektakl na bydgoskiej scenie się nie odbędzie), czy kazanie do… ryb. W ogóle nadużyto – w formie szyderczej oczywiście &#8211; nie tylko bagażnik Fiata 125p, ale i medium ostatnich chwil błogosławionego męczennika- wodę, wyciągając z ust owego, niezbyt jasnego bohatera, czyli zwykłego człowieka, który chce być Polakiem bez Kościoła, żyłkę wędkarską zakończoną haczykiem.</p>
<p>Na taki fenomen stary język biblijny ma tylko jedno określenie: obrzydliwość.</p>
<p>Dziś tego słowa się nie używa i ja też go nie użyję w odniesieniu do omawianego spektaklu, bowiem granice etyki i estetyki bardzo się poszerzyły, ba, nawet rozmyły. Pozostaję więc przy etyczno-prawnym zarzucie nadużycia wartości osobowych konkretnych ludzi i farsowym synkretyzmie spektaklu, tudzież, wynikającym z tego synkretyzmu, nieładzie formalnym. Chwalę – jak zwykle zresztą („Akant” 2012, nr 8, s.36) – ową skaczącą i śpiewającą trupę aktorską. Bardzo wygimnastykowani, energetyczni, świetnie się bawiący.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Teatr Polski w Bydgoszczy</p>
<p>Małgorzata Sikorska-Miszczuk, Popiełuszko, reżyseria Paweł Łysak, premiera 9 czerwca 2012 roku</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://blogi.portalkujawski.pl/pastuszewski/2012/szyderczy-collage/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
